SYBERIA - BAJKAŁ 1999
Michał Thlon i Piotr Różalski
Od kilku lat zajmujemy się organizacją ekstremalnych wypraw na Daleki Wschód.
W zeszłym roku postanowiliśmy poddać się prawdziwej próbie i przejść piechotą
wschodnie wybrzeże najgłębszego jeziora świata - Bajkału.
W sumie trasa przejścia wyniosła ok. 500 km i zajęła nam 19 dni. Koleją
trans-syberyjską dojechaliśmy do stolicy Republiki Buriackiej - Ulan-Ude
i stamtąd rozpoczęliśmy naszą pieszą wędrówkę. Pierwszy około dwustukilometrowy
odcinek naszej wędrówki był przedsmakiem tego co miało nas później spotkać. Ten
odcinek leżący Ulan-Ude a Ust Barguzinem przebyliśmy grzbietem górskim w pewnym
oddaleniu od Bajkału ponieważ na linii Ulan Ude -Ust Barguzin istnieje biegnące
wzdłuż jeziora słabo uczęszczane połączenie drogowe, a my z założenia staramy
się unikać styczności z cywilizacją. Po tygodniu dotarliśmy do Ust Barguzina
ostatniego większego osiedla ludzi położonego na wschodnim wybrzeżu Bajkału.
Od samego początku bardzo dawały nam się we znaki znaczne różnice temperatur
między upalnym dniem ,a bardzo chłodną nocą. Dokuczliwe zimno w nocy powodowane
jest sąsiedztwem tego ogromnego zimnego jeziora. Ciekawostką jest, że woda
w Bajkale jest zimna pomimo wysokiej temperatury powietrza jest to uwarunkowane
bardzo dużą głębokością jeziora oraz faktem iż Bajkał jest zasilany przez ok.300
spływających z gór rzek , a uchodzi z niego jedynie jedna. Druga niemal
trzystukilometrowa część naszej wędrówki przebiegała już w niemal bezludnej
okolicy. Przedzieraliśmy się przez syberyjską tajgę skazani tylko na własne siły.
Prawdziwej szkoły przetrwania doświadczyliśmy, gdy po dziewięćdziesiątym
kilometrze drugiego etapu naszej wyprawy Piotrkowi odnowiła się niedoleczona
kiedyś kontuzja stopy. Zastanawialiśmy się nawet czy nie przerwać naszej próby,
ale w końcu Piotrek stwierdził ,że skoro doszliśmy już tak daleko to musimy
kontynuować nasze przejście i, że jeśli zrzuci z siebie ciężar plecaka będzie
w stanie iść dalej. Dokonaliśmy przepakowania plecaków i mimo tej niedogodności
kontynuowaliśmy naszą wędrówkę.
W miejscach gdzie Bajkał rozlewa się na przyległe obszary leśne tworzą się
bagna i występują tam wręcz niesamowite ilości komarów, człowiek jest bardziej
zmęczony walką z upałem i komarami niż wysiłkiem fizycznym.
Ciekawa przygoda dziś wspominana z rozrzewnieniem ale w rzeczywistości naprawdę
dramatyczna spotkała nas w trakcie przechodzenia przez taki właśnie bagienny
obszar pokryty szczątkami spalonych kiedyś drzew. Piotrek przechodził po
leżących balach pierwszy sondując czy można przejść. Szedłem za nim jednakże nie
wzięliśmy pod uwagę różnicy ciężaru jaka była pomiędzy nami . Ja razem z podwójnie
obciążonym plecakiem ważyłem ok. 140 kg i bale drzew które wytrzymywały ciężar
Piotrka załamywały się pode mną. I wpadałem kilkukrotnie wraz z całym sprzętem do
tego bagna. Walka z tym kilkukilometrowym odcinkiem ciągnęła się godzinami. Inną
sytuacją która spotkała nas a którą nawet dzisiaj wspominam z dreszczem
przechodzącym po plecach było wejście stromym żlebem po śnieg który zalegał
w jego górnej części ,w momencie gdy odchyliłem się do tyłu żeby nazbierać go do
worka na zapas pękła szelka nadmiernie obciążonego plecaka i niemal cudem udało
mi się nie stracić równowagi i nie runąć w przepaść.
Pod koniec trzeciego tygodnia wykańczającej wędrówki dotarliśmy wreszcie do
miejscowości Kjecjera położonej na północnym skraju wschodniego wybrzeża Bajkału
stanowiącej kres naszej wędrówki.
Pozostałe wyprawy:
PUSTYNIA GOBI w Mongolii
PUSTYNIA ATACAMA w Chile
WIELKA PUSTYNIA PIASZCZYSTA w Australii
thlon[at]poczta.fm
|